tego nie da się ukryć. prędzej czy później w pracy muszą się zorientować o twoim problemie. oczywiście wszystko zależy od rodzaju pracy , ale o ile z współpracownikami może się uda jakoś porozumieć, o tyle z szefostwem może być różnie. jak by nie patrzeć, to twój komfort cierpienia jest najważniejszy. trzeba na tą godzinę znaleźć sobie jakiś azyl, strefę ciszy i spokoju. i liczyć , że w tym czasie nikt od ciebie niczego nie będzie chciał. do tego potrzebne są dobre relacje z kolegami obok, których trzeba uprzedzić, że czasami tak masz. jeżeli swojej roboty nie będziesz zawalał , to nawet jak dojdzie to w końcu do szefostwa to można mieć nadzieję, że będą ci współczuć. trzeba oczywiście bagatelizować problem, zapewniając o epizodycznym charakterze klastra i długich przerwach między . inaczej, zwłaszcza przy braniu zwolnień lekarskich nie będzie zmiłuj, pogonią w cholerę. ja przez te 30 lat kilkakrotnie musiałem zmieniać pracę i dostosowywać ją do aktualnego stanu zdrowia

teraz mam układ najlepszy z możliwych , wszyscy o mojej chorobie wiedzą i nie robią problemów , ale i tak moje epizody są tak ciężkie , że gdy by nie imigran i botox to już dawno bym musiał wylądować na rencie inwalidzkiej.
zawsze warto walczyć o możliwość pracowania.
pozdrawiam