moje prywatne piekło
Re: moje prywatne piekło
Herman nie wiem na ile Twoje podejrzenia na temat przyczyny tego cholerstwa są trafne ale faktem jest że ja w dzieciństwie doznałem wstrząsu mózgu
. Tak na marginesie to masz fajna brykę . O ile się nie mylę to niezniszczalny i ponadczasowy wartburg z silnikiem polo. Nie wiem jak Twój egzemplarz ale mój rządził na Pomorzu 
Re: moje prywatne piekło
Mój idzie do przeróbki na napęd elektryczny.
A teraz osoby wrażliwe i dzieci proszone są o wyjście z tego tematu, bo będę dręczył wiadomym tematem.
Do rzeczy.
Rok mnie nie było za co przepraszam braci w klastrze. Celem usprawiedliwienia: najpierw uczelnia, potem uczelnia i leczenie, potem uczelnia i wyjazdy zagraniczne z pracy, a ostatnio praca inżynierska i narodziny kolejnego potomka (to już piąty
). Na imię ma Jan Paweł, na świat wychynął. 04.03.2013 o godz. 20:25. Ważył 3670g mierzył 56 cm. Sporo je i tyle samo wali w pieluchy 
W ciągu mojej nieobecności odbyłem kilka wizyt lekarskich, z których się dowiedziałem, że będzie coraz gorzej. Teraz fakty z całego roku. Miałem 4 razy początek klastra. Znacie moją teorię i mogłem ją sprawdzić. Każdy zaczynał się jak zwykle (oprócz ostatniego ale to na koniec) najpierw niepokój sygnalizował, że będę miał schadzkę z hortonem. Wtedy zaczynałem swój balet z szyją. Pierwszy atak zawsze dochodził do level 6. Nie dać się panice, kontynuować. Udawało się go zatrzymać na tym poziomie. 2 razy kończył się nagle po lekkim pstryknięciu w karku, raz powoli wygasł (w ciągu 2 minut), raz (ostatni) utrzymywał się na level 6 przez około 15 minut i następne 15 minut wygasał. Drugi atak rozpędzał się już tylko do level 3 i trwał krótko (oczywiście wykonywałem swoje ćwiczenie, a w ciągu dnia starałem się utrzymywać głowę w odpowiedniej pozycji) poza ostatnim, który rozwinął się do level 4 i zgasł nagle po 5 minutach ćwiczeń. Ostatnie ataki były inne. Pojawiły się razem z drętwieniem prawego ramienia. Niestety uszkodzenie kręgosłupa jest poważne i nieoperacyjne, a na domiar złego postępujące. Szpenio powiedział, że następne będzie wypadanie przedmiotów z ręki.
Nie korzystałem ani razu z pomocy farmaceutyków.
Jeden z ataków pojawił się po podróży służbowej samolotem do Doniecka. Zaobserwowałem: zdrętwienie karku przez siedzenie 2 godziny w dość wymuszonej pozycji, a atak przyszedł po dość twardym lądowaniu.
Inny atak przypałętał się przez stres (uczelnia, wiecie). Kontrola stanu - duże napięcie mięśni szyjnych. Do ćwiczenia dodałem masaż rozluźniający.
Kolejny pojawił się jesienią - tu już wspominałem - wtulanie głowy w ramiona. Do ćwiczeń dodałem nieodłączny gruby szalik.
Ostatni - już pisałem - pojawił się razem z drętwieniem prawego ramienia.
Być może wyda się to śmieszne co po niektórym ale ja zyskałem 100 % pewności, co do pochodzenia mojego klastra. I tej wiedzy będę bronił, a chętnie poznam opinie tych, którzy spróbują iść tym tropem. Skoro twierdzicie, że nawet gdyby gówno z pod siebie pomogło to byście skorzystali to dlaczego nie sprawdzić tak nieinwazyjną metodą jak rezonans magnetyczny swoich skołatanych karków ? Polecam, skoro i tak macie sporo czasu, bo przecież (według Was) to ślepy zaułek, to można zaczekać te pół roku czy nawet 9 miesięcy na darmowe badanie MRI (a ja zyskał bym kolejne dane do analiz
).
Kiedy jeszcze dodałem do tego wspomnienia 20 lat z dziadem ...
Ale ale. Cieszcie się ze mną! Mamy kolejnego dzidziusia, a ja pokonałem klastra (przynajmniej na razie, nie wiem co będzie kiedy pogłębi się moja przypadłość kręgowa)!
Więc powodów do radości jest trochę (impreza ? ), a niech jeszcze obronię tytuł ...
A teraz osoby wrażliwe i dzieci proszone są o wyjście z tego tematu, bo będę dręczył wiadomym tematem.
Do rzeczy.
Rok mnie nie było za co przepraszam braci w klastrze. Celem usprawiedliwienia: najpierw uczelnia, potem uczelnia i leczenie, potem uczelnia i wyjazdy zagraniczne z pracy, a ostatnio praca inżynierska i narodziny kolejnego potomka (to już piąty
W ciągu mojej nieobecności odbyłem kilka wizyt lekarskich, z których się dowiedziałem, że będzie coraz gorzej. Teraz fakty z całego roku. Miałem 4 razy początek klastra. Znacie moją teorię i mogłem ją sprawdzić. Każdy zaczynał się jak zwykle (oprócz ostatniego ale to na koniec) najpierw niepokój sygnalizował, że będę miał schadzkę z hortonem. Wtedy zaczynałem swój balet z szyją. Pierwszy atak zawsze dochodził do level 6. Nie dać się panice, kontynuować. Udawało się go zatrzymać na tym poziomie. 2 razy kończył się nagle po lekkim pstryknięciu w karku, raz powoli wygasł (w ciągu 2 minut), raz (ostatni) utrzymywał się na level 6 przez około 15 minut i następne 15 minut wygasał. Drugi atak rozpędzał się już tylko do level 3 i trwał krótko (oczywiście wykonywałem swoje ćwiczenie, a w ciągu dnia starałem się utrzymywać głowę w odpowiedniej pozycji) poza ostatnim, który rozwinął się do level 4 i zgasł nagle po 5 minutach ćwiczeń. Ostatnie ataki były inne. Pojawiły się razem z drętwieniem prawego ramienia. Niestety uszkodzenie kręgosłupa jest poważne i nieoperacyjne, a na domiar złego postępujące. Szpenio powiedział, że następne będzie wypadanie przedmiotów z ręki.
Nie korzystałem ani razu z pomocy farmaceutyków.
Jeden z ataków pojawił się po podróży służbowej samolotem do Doniecka. Zaobserwowałem: zdrętwienie karku przez siedzenie 2 godziny w dość wymuszonej pozycji, a atak przyszedł po dość twardym lądowaniu.
Inny atak przypałętał się przez stres (uczelnia, wiecie). Kontrola stanu - duże napięcie mięśni szyjnych. Do ćwiczenia dodałem masaż rozluźniający.
Kolejny pojawił się jesienią - tu już wspominałem - wtulanie głowy w ramiona. Do ćwiczeń dodałem nieodłączny gruby szalik.
Ostatni - już pisałem - pojawił się razem z drętwieniem prawego ramienia.
Być może wyda się to śmieszne co po niektórym ale ja zyskałem 100 % pewności, co do pochodzenia mojego klastra. I tej wiedzy będę bronił, a chętnie poznam opinie tych, którzy spróbują iść tym tropem. Skoro twierdzicie, że nawet gdyby gówno z pod siebie pomogło to byście skorzystali to dlaczego nie sprawdzić tak nieinwazyjną metodą jak rezonans magnetyczny swoich skołatanych karków ? Polecam, skoro i tak macie sporo czasu, bo przecież (według Was) to ślepy zaułek, to można zaczekać te pół roku czy nawet 9 miesięcy na darmowe badanie MRI (a ja zyskał bym kolejne dane do analiz
Kiedy jeszcze dodałem do tego wspomnienia 20 lat z dziadem ...
Ale ale. Cieszcie się ze mną! Mamy kolejnego dzidziusia, a ja pokonałem klastra (przynajmniej na razie, nie wiem co będzie kiedy pogłębi się moja przypadłość kręgowa)!
Więc powodów do radości jest trochę (impreza ? ), a niech jeszcze obronię tytuł ...
Re: moje prywatne piekło
nasz serdeczne gratulacje
zwłaszcza dla koleżanki Małżonki
niech nam się przyszłość i nadzieja narodu, zdrowo chowa. cieszymy się z Twego powrotu na forum i wiele obiecujemy po zapowiedzianej imprezie 
ps.: temat ułożenia głowy w łóżku i wykorzystanie grubego szalika musisz na spotkaniu koniecznie rozwinąć
ps.: temat ułożenia głowy w łóżku i wykorzystanie grubego szalika musisz na spotkaniu koniecznie rozwinąć
Re: moje prywatne piekło
Serdecznie gratuluję!:)
Re: moje prywatne piekło
Szalika pewno nie rozwinę ale temat jak najbardziej.
-
wlodzimierz
- Zainteresowany
- Posty: 212
- Rejestracja: 04 lut 2010, 18:14
Re: moje prywatne piekło
Gratulacje.